poniedziałek, 20 marca 2017

RECENZJA KSIĄŻKI "CZARNE PERŁY:KOBIETA W CZERNI"

Pewnie nikt o tej książce nie słyszał, ze względu na to, że książki do kupienia w kioskach są mało reklamowane. Więc po co recenzja? Tak jakoś, by umilić sobie czas.
No więc do rzeczy!
Stella ma osiemnaście lat i pochodzi z rodziny Douglas. Przez całe życie żyła w przekonaniu, iż jej matka nie żyje. Ojciec przenosił nastolatkę z jednego internatu do drugiego, przez co dziewczyna rzadko przebywała w domu. Niespodziewanie rodziciel ginie i córka przejmuje po nim zamek Ferrymore. Dziewczyna wraz z przyjazdem do swojego domu poznaje coraz więcej tajemnic zmarłej matki. Jednak okazuje się iż kobieta szesnaście lat wcześniej uciekła.
No to przechodzimy do recenzji, to jest fabuła w skrócie. Uprzedzam, że może być trochę spojlerów.
Zacznijmy od całego pomysłu na opowieść. Nie jest źle, ale ten motyw już chyba gdzieś mi się przeminął. Trzy pierwsze części dostałam od mojej babci, jej się podobało, więc zachęciła mnie do lektury. Jeśli przeczytała jakąś książkę z własnej woli, to znak, że coś się stało, że jakoś ją to zachwyciło. Jednak nie jestem tego samego zdania.
Główna bohaterka jest nijaka. ani dobra, ani zła. Tylko nielogicznie się zachowuje. Tak bez powodu, szczerze mówiąc, włamuje się do grobowca i otwiera trumnę matki, bo dowiedziała się o perłach? I jakim cudem nie odziedziczyła niczego po matce, która pochodziła z Indii? Tak zero? Tylko oczy?
Trochę to dla mnie nierealne, ale okay.
Dziewczyna widać, że jest łatwa. Znasz chłopaka godzinę, lub kilka? Masz prawo do całowania się z nim i nazywania swoją miłością!
Postacie odpowiadają różnym stereotypom. Jedna ma pełnić rolę "czarnego charakteru", inna pokrzywdzonego przez los dziecka.
Naprawdę. Książka dla odmóżdżenia, romansidło dla bardziej starych pań. Mimo to, w pewnym stopniu wciąga. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz